Koszmar 160 psów w schronisku w sobolewie i fikcja nadzoru

Koszmar 160 psów w schronisku w sobolewie i fikcja nadzoru

Koszmar 160 psów w schronisku w sobolewie i fikcja nadzoru

Koszmar 160 psów w schronisku w sobolewie i fikcja nadzoru. Obrazy ze schroniska w Sobolewie zostaną z nami na długo. Brud, strach, zaniedbanie i zwierzęta, które zamiast opieki dostały obojętność.
To miejsce nie powstało jednak w próżni. Działało legalnie, miało umowy z gminami i podlegało kontrolom.

I właśnie to jest najbardziej niepokojące pytanie: jak to było możliwe?

Odpowiedź jest prosta i niewygodna. Obecny system kontroli schronisk w Polsce skupia się na papierach i procedurach, a nie na realnym stanie zwierząt. Kontrola często nie służy ochronie psów i kotów, tylko „odfajkowaniu” obowiązku. Sobolew nie jest wyjątkiem. Jest skutkiem źle zaprojektowanego systemu.

Z deszczu pod rynnę. Historia Ułana i druga strona tego samego problemu

Jednym z symboli tej sytuacji stał się pies Ułan, zabrany z Sobolewa w bardzo ciężkim stanie. Był wychłodzony, w głębokim stresie, z zaburzeniami metabolicznymi. To nie stało się z dnia na dzień. To był skutek długiego czasu zaniedbań, na które nikt wcześniej nie zareagował.

Historia Ułana pokazuje jednak coś jeszcze. Gdy zawodzi nadzór nad schroniskiem, zaczyna się chaos.
Zwierzę trafia z jednego skrajnego środowiska w drugie — tym razem pełne procedur, pośpiechu i automatyzmu. Zamiast spokojnej stabilizacji pojawia się nadmiar badań i decyzji podejmowanych bez czasu na ocenę stanu zwierzęcia.

Gdyby system działał wcześniej, Ułan nie musiałby być ratowany w dramatycznych warunkach.
Dlatego nie wystarczy zamknąć jedno schronisko. Trzeba zmienić zasady kontroli, aby takie miejsca jak Sobolew zniknęły na zawsze.

Koszmar 160 psów w schronisku w sobolewie i fikcja nadzoru

Jak powinna wyglądać prawdziwa kontrola? 6 fundamentów zmian

Oto nasze stanowisko w sprawie koniecznych zmian w procedurach kontrolnych.

1. Niezależność: Koniec z lokalnymi układami

Fundamentem każdej rzetelnej kontroli musi być niezależność podmiotów, które ją przeprowadzają. Obecny model, w którym kontrole często prowadzą osoby powiązane lokalnie – towarzysko, zawodowo czy finansowo – jest przepisem na porażkę. Lokalne zależności sprawiają, że przymyka się oko na „drobne uchybienia”, które z czasem zamieniają się w horror.

Wiarygodność nadzoru może zagwarantować tylko dopuszczenie do działań niezależnych organizacji pozarządowych oraz ekspertów spoza terenu danej gminy czy powiatu. Ludzi, którzy nie boją się wójta, nie chodzą na obiady z Powiatowym Lekarzem Weterynarii i nie są uwikłani w lokalny system dotacyjny. Bez tego odcięcia się od lokalnych układów, każda wizytacja staje się jedynie kurtuazyjną formalnością.

2. Kompetencje: Lekarz weterynarii, nie urzędnik budowlany

Kolejnym filarem zmian musi być redefinicja tego, co właściwie sprawdzamy. Kontrola schroniska to nie jest inspekcja budowlana ani sanitarna. Jej sednem jest zdrowie i dobrostan czujących istot, a nie tylko metraż kojca czy faktura posadzki.

Dlatego w zespole kontrolnym muszą znajdować się osoby z realnymi kompetencjami medycznymi: lekarze weterynarii z doświadczeniem klinicznym oraz technicy znający specyfikę chorób populacyjnych i skutki stresu. To oni są w stanie ocenić, czy apatia psa to tylko „zmęczenie”, czy objaw nieleczonej choroby. Niezbędna jest wiedza, która pozwoli odróżnić brudną podłogę od brudnego sumienia prowadzących schroniska.

3. Priorytet kontroli: Leczenie i rokowania, a nie czysta podłoga

Musimy skończyć z fikcją, w której priorytetem jest czystość w kojcu i dokumentacja. Najważniejszym kryterium oceny funkcjonowania schroniska zawsze musi być:

  • stan zdrowia zwierząt,
  • jakość ich leczenia,
  • realne rokowania na adopcję.

Rzetelna kontrola powinna przede wszystkim skupiać się na stanie zdrowia zwierząt (badanie kliniczne) oraz opierać się na dokumentacji medycznej. Kontrolujący praktycy, powinni weryfikować czas reakcji na leczenie, dostępność leczenia specjalistycznego oraz zasadność wykonywanych eutanazji. To zdrowie fizyczne i psychiczne, a nie idealnie wypełniona tabelka w Excelu, decyduje o tym, czy zwierzę ma szansę opuścić schronisko żywe.

4. Inspekcja Weterynaryjna to za mało. Brak klinicystów, błędy w ocenie dokumentacji i konflikt interesów

W tym kontekście należy jasno określić i, niestety, ograniczyć rolę samej Inspekcji Weterynaryjnej. Choć pełni ona ważną funkcję w zakresie nadzoru nad warunkami sanitarnymi, bioasekuracją czy dokumentacją, nie jest organem zdolnym do oceny zdrowia pojedynczego zwierzęcia.

Musimy powiedzieć to głośno: urzędowy lekarz weterynarii, mimo posiadanego dyplomu, najczęściej nie jest praktykującym klinicystą. To urzędnik, a nie lekarz od diagnostyki czy chorób wewnętrznych. Brak codziennej praktyki w leczeniu sprawia, że wielu inspektorów po prostu nie posiada kompetencji, by rzetelnie zbadać pacjenta „przy budzie” i ocenić jego faktyczny stan.

Brak doświadczenia klinicznego przekłada się bezpośrednio na niezdolność do merytorycznej oceny dokumentacji medycznej. Inspektor sprawdzi, czy książka leczenia jest założona i czy są w niej wpisy – to weryfikacja czysto biurokratyczna. Nie jest on jednak w stanie ocenić, czy zastosowane leczenie było adekwatne do choroby, czy dawki leków były prawidłowe, albo czy terapia nie była jedynie pozorowana („witaminy zamiast antybiotyku”). Bez bieżącej wiedzy z zakresu farmakologii i interny, kontrolujący widzi jedynie „zadrukowany papier”, a nie nieprawidłowości, które kosztują zwierzęta zdrowie.

Co więcej, obecna struktura Inspekcji Weterynaryjnej nie spełnia kluczowego wymogu niezależności opisanego w punkcie 1. Nie zapominajmy o realiach „Polski powiatowej”. Inspektorzy kontrolują tam często swoich sąsiadów, znajomych ze szkoły, a nierzadko nawet rodzinę. W mniejszych miejscowościach te relacje są nie do uniknięcia, ale tworzą one patologiczny konflikt interesów. Trudno o bezwzględny obiektywizm i surową ocenę dokumentacji prowadzonej przez kolegę, z którym widuje się na niedzielnej mszy czy w lokalnym sklepie.

Dlatego Inspekcja nie powinna być jedynym, ani tym bardziej decydującym głosem orzekającym o dobrostanie. Jej pieczątka „zgodności z przepisami” zbyt często staje się alibi dla miejsc, w których zwierzęta umierają w męczarniach, bo kontrolujący urzędnik „nie zauważył” tego, czego nie chciał lub nie potrafił zobaczyć.

5. Cel: Ochrona zwierząt, nie „porządek w papierach”

Aby kontrola miała jakikolwiek sens, bezwzględnie musi być niezapowiedziana. Tylko element zaskoczenia pozwala zerwać zasłonę milczenia i zobaczyć schronisko takim, jakim jest ono na co dzień, a nie takim, jakim przygotowano je na wizytę urzędnika.

Zapowiedź wizytacji to nic innego jak danie czasu na „pudrowanie rzeczywistości” – ukrycie chorych zwierząt, posprzątanie brudu i uzupełnienie misek pod publikę. My musimy widzieć prawdę, nawet jeśli jest bolesna, bo tylko diagnoza faktycznego stanu pozwala na ratunek.

Dlatego celem niezapowiedzianej kontroli musi być ochrona zwierząt przed cierpieniem, a nie ochrona systemu przed krytyką. Musimy odejść od kontroli nastawionych na „zamykanie spraw” i biurokratyczne potwierdzanie zgodności papierów, na rzecz działań wykrywających realne problemy. Sukcesem kontroli nie jest protokół bez uwag, ale wykrycie nieprawidłowości, które realnie zagrażają życiu i zdrowiu zwierząt.

6. Transparentność: Obowiązkowe nagrania wideo, publiczne raporty i jawne konsekwencje

W XXI wieku słowo urzędnika przeciwko słowu wolontariusza to za mało. Dlatego postulujemy, aby każda kontrola była obowiązkowo rejestrowana (audio i wideo), a nagranie trwale archiwizowane.

Zapis wideo to jedyny obiektywny dowód stanu faktycznego – kamera nie ma „znajomych”, nie czuje presji lokalnych układów i nie odwraca wzroku od cierpienia. To zabezpieczenie zarówno dla zwierząt, jak i dla rzetelności samej procedury. Jeśli w protokole napisano „stan dobry”, a na nagraniu widać zwierzęta w agonii, mamy twardy dowód na poświadczenie nieprawdy. Brak nagrania powinien być traktowany jako niedopełnienie obowiązków podważające wiarygodność całej wizytacji.

Oprócz tego, każda interwencja powinna kończyć się transparentnym, publicznym raportem (z anonimizacją danych wrażliwych osób, ale nie nazwy placówki), który jasno wskazuje nieprawidłowości i wyznacza nieprzekraczalne terminy ich naprawy. Bez pełnej jawności – zarówno dokumentacji, jak i nagrań – nie ma mowy o odbudowaniu zaufania społecznego.

Podsumowanie: Nie chcemy lepszych, ale pustych schronisk.

Konkluzja płynąca z lekcji w Sobolewie jest brutalna, ale uczciwa: nie da się rzetelnie ocenić schroniska bez pełnej niezależności kontrolerów, bez kamer rejestrujących prawdę i bez bezwzględnego skupienia się na medycznych aspektach opieki. Kontrola, która ignoruje leczenie, ból i stan zdrowia poszczególnych zwierząt, w rzeczywistości ich nie chroni. Chroni jedynie chory układ, który na tym cierpieniu zarabia.

Jednak musimy spojrzeć prawdzie w oczy: nawet najbardziej rygorystyczne kontrole to wciąż tylko leczenie objawowe. Naprawianie systemu kontroli jest konieczne „na wczoraj”, by przerwać cierpienie tu i teraz, ale naszym nadrzędnym celem musi być zmiana paradygmatu.

Musimy głośno powiedzieć, że dobre schronisko to puste schronisko.

Polska nie potrzebuje „lepszych magazynów” dla niechcianych zwierząt. Potrzebuje skutecznego systemu zapobiegania bezdomności. Dopóki gminy będą płacić za „dniówkę” od psa, dopóty będą powstawać patologiczne „biznesy”, którym zależy na tym, by klatki były pełne. To mechanizm, który finansuje bezdomność, zamiast ją likwidować.

Prawdziwa reforma musi przesunąć środki i energię z utrzymywania przepełnionych biduli na powszechną kastrację, obowiązkowe czipowanie i realną edukację. Schronisko powinno być tylko krótkim przystankiem w drodze do domu, miejscem ratunku i rekonwalescencji, a nie miejscem dożywocia w, choćby najczystszym, boksie. Czas skończyć z zarabianiem na bezdomności i zacząć ją systemowo wygaszać. Koszmar 160 psów w schronisku w sobolewie i fikcja nadzoru.

Zapraszamy na naszą stronę: Poradnik Weterynaryjny z informacjami na temat zdrowia psów i kotów. Zapisując się na nasz biuletyn otrzymasz przydatne porady prosto do skrzynki mailowej.
Wesprzyj nasze działania wpłacając darowiznę lub przekaż 1,5% podatku.
Dziękujemy!

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
Powiadomienie o plikach cookie WordPress od Real Cookie Banner